niedziela, 5 czerwca 2011

  Wypuścili mnie kilka dni temu, dość nieoczekiwanie- z dnia na dzień. Zazwyczaj ludzie czekają na termin i przez cały tydzień się cieszą odliczając każdy posiłek i spacerniak do wyjścia.

   Kiedy się wychodzi, to dostaje się gratulacje od innych pacjentów. Oni wiedzą, że czasem trzeba sobie dobrze zasłużyć na wyjście. Tylu pocałunków w rękę nie nazbierałam chyba przez całe swoje życie. I wspólnych planów, że kiedyś pójdziemy polować na dziki ( Paweł schizofrenik), że razem pojedziemy gdzieś na wycieczkę ( Anetka), że zamówimy sobie pizzę i zjemy vis a vis szpitala na złość całemu personelowi ( wszyscy). Długo nie mogłam się pożegnać z moimi wspólnikami losu. Jasne, chciałam jednocześnie jak najszybciej stamtąd uciec, zatrzasnąć drzwi i biec przed siebie.
Kiedy się wychodzi to wszystko co można zostawia się innym. Kubek, trochę kawy, długopis, łyżka- to wszystko ma inną wartość niż w świecie na zewnątrz.

   Teraz wcale nie jest mi cudownie. Ciesze się wolnością ale muszę przypomnieć sobie jak to jest czegoś chcieć. Funkcjonuję jakby czekając aż ktoś przyjdzie i powie "Pani Klimek, proszę iść się umyć. Włosków można dziś nie myć."

środa, 1 czerwca 2011



                                                                                                             ...przepraszam za telefoniczną jakość.
  Wyobraźmy sobie, że w tym miejscu pada hasło "sanepid".
Dawno nie czułam takiego wewnętrznego chichotu jak patrząc na pielęgniarki i sanitariuszy biegających i tuszujących tutejsze przegięcia. Nagle nastąpiło rozsuwanie łóżek (na mojej sali jest tak ciasno, że łóżka są ze sobą zetknięte bocznymi krawędziami i tworzą jakby małżeńskie łoża). Nagle pojawił się papier w toaletach. Niespodziewanie zainteresowano się tym, czy pacjenci mają zmienione pampersy, czy nikt nie śpi w zasranej piżamie ( oj przecież nie będą zmieniać codziennie, zesrał się to ma). Do skromnej stołówki dostawiono stoły i krzesła ( wcześniej było ich tak mało , że część osób jadła przy parapecie). Może dam inspektorom sanepidu do poczytania mojego bloga?

   To ciekawa zamiana ról, pacjenci spokojni i uśmiechnięci ( a nawet złośliwie uśmiechnięci), personel w panice. Mam ochotę powiedzieć im kojącym głosem, żeby się uspokoili bo to przecież dla naszego dobra.
Zasłyszana rozmowa Kaśki i Pawła:
-to weź zadzwoń jeszcze raz na ten numer.- Kaśka podtyka mu pod nos wymiętoloną kartkę
-ale tam się dzieci zgłaszają.
- bo to dom dziecka to się zgłaszają.

Rozmowa Pawła z jakąś starszą panią w palarni:
-pij, to kawa , mówię ci.
-przecież widzę, że to herbata.
-o Jezu, kretynko, to kawa z herbatą. Taka jest najlepsza. Po niej serce lepiej nawala. Mówię ci, pij.
   Czasem spotykają mnie tu niespodziewane gesty kulturalnych męskich zachowań. Owszem, często są one podszyte ( i to kiepsko przyszyte bo widoczne gołym okiem) czymś interesownym, żeby dostać kawy, papierosa, coś dobrego do jedzenie. Ale tu pojęcie "interesowność" nie ma tak negatywnego odcienia, każdy chciałby żyć w miarę godnie.

Wczoraj Mirek pocałował mnie w rękę i przepuścił w kolejce po leki.
Raz schizofrenik Paweł przyniósł mi pięć delicji, potem zapytał mnie czy mam papierosa a kiedy powiedziałam, że nie mam to nie zabrał ciasteczek.
Sławek zawsze przepuszcza mnie w kolejce do posiłku. Tenże Sławek i Mirek pilnują też, żeby nikt mnie nie nękał jeśli chodzi o papierosy.
Za to koleżeńskich zachowań wśród kobiet praktycznie nie ma.
   Na korytarzu jest dużo prac chorych. Są bardzo ekspresyjne, pełne żywych kolorów, w większości mają zachowane proporcje i perspektywę. Nie wyglądają jak bohomazy dziecka. Jestem dla nich pełna podziwu. Miło byłoby na nie patrzeć gdyby nie jeden detal. Wszystkie są podpisane autor nieznany.
Dlaczego nie można ich podpisać imieniem autora, który z pewnością jest znany?
Żadna z tych pielęgniar nie umiałaby czegoś takiego namalować. Takie subtelne odbieranie wartości człowiekowi tutaj.

   Dziś obcięłam jednej starszej pani włosy. Poprosiła mnie o to, bo jest tu od kilku miesięcy i nie ma jej kto ściąć. Pod okiem terapeutki zajęciowej ( jako jedyna z personelu znalazła czas na taką głupotę) podcinałam włosy nożyczkami do papieru i widziałam jak babcia się cieszy, rozmawiałyśmy o jej włosach, jakie kiedyś miały kolor, że wciąż są gęste i piękne.Były długie o naturalnie białym odcieniu. Mimo , że wszystko odbywało się w łazience, do której co chwilę ktoś wpadał i różnie reagował, to zrobiła się taka nieszpitalna atmosfera.

To jest mój wentyl bezpieczeństwa. Gdybym zasklepiła się tylko w tym, czego tu doświadczam i co widzę wszystko by we mnie umarło.

niedziela, 29 maja 2011

Zaczęłam sobie zdawać sprawę z tego, że tak naprawdę nigdy stąd nie wyjdę. Wypuszczą stąd już coś innego.

Boże, nie wiem czy kocham jeszcze kogokolwiek.

Kiedy słyszę kroki pielęgniarki to od razu czuje lęk ( czy nie mam za dużo rzeczy na szafce? czy nie jestem za głośno? czy nie jestem za cicho?). Przecież byłam w tym piekle, na Obserwacji, a teraz kiedy jedna dziewczyna bardzo mnie denerwowała swoimi wrzaskami to sama się poskarżyłam pielęgniarce żeby ją tam wysłała. Co tu się dzieje z człowiekiem ?
   Dziś robili mi EKG. Za wątłą zasłonką siedziało dwóch wariatów ( jeden przywieziony prosto z wojska), czekałam tylko kiedy ją odsłonią. Miałam na sobie te wszystkie przyssawki i klamerki i utkwiłam wzrok w naprzeciwległej ścianie. Wisiała tam "Czwórka" Kossaka. Adorowałam ją jak ikonę tego co zostawiłam za drzwiami psychiatryka.
Podjęłam próbę rozmowy z pielęgniarką o niewiarygodnie natapirowanych blond włosach
-o, widzę, że macie tu "Czwórkę" Kossaka.
-co?
-no "Czwórka" Kossaka-wskazuję palcem
-a, konie.
  
   Zrobiłam bukiet kwiatów z bibuły. Jedna dziewczyna ma tu urodziny więc zrobiłam go z myślą o niej. Wstawiłam je do jakiegoś kubka po jogurcie. Nie zdążyłam zareagować, Anetka podlała moje bibułowe kwiaty. Wystarczająco obficie żeby została z nich ciapka.
Trochę się śmiałam a trochę chciało mi się płakać. Tak bardzo tu się tęskni za realnym życiem, prawdziwymi kwiatami, które trzeba podlać, dywanem, który trzeba odkurzyć.

   Anetka w ogóle jest tak radosna. Wczoraj przesadziła dziadka z jego wózka inwalidzkiego (dziadek bez nogi) na chybotliwe krzesełko a sama zaczęła jeździć jego wózkiem. Kiedy ona jeździ na wózku ja siedzę z mamą przy okrągłym stoliku, mam widzenie. Obok siedzą panowie i graja w karty. Popsuł się telewizor i go wyłączyli. W związku z tym zaczęły do nas docierać krzyki z Obserwacji
-mamo! mamo! ratuj mnie! mamusiu! - ktoś krzyczy tak przeraźliwie, że serce może się rozpaść na kawałki.
Panowie odrywają się na chwilę od kart, pada kilka rzeczowych uwag na temat tego, że to jakiś świeżak po czym wracają do gry. My z mamą płaczemy.
   Tutaj każdy mówi, że wychodzi w środę, jutro, w przyszłym tygodniu. Środa, jutro i  przyszłym tygodniu są jednak zazwyczaj odleglejszymi terminami niż w świecie zewnętrznym. Słyszę głosy z korytarza
- chcę stąd wyjść! chcę do domu! - ktoś krzyczy ( bardzo nieroztropnie, krzyk jest objawem niezrównoważenia i źle się tu kończy)
-proszę nie histeryzować. Niech pan to potraktuje jako odpoczynek....-głos doktorki milknie za zamykanymi drzwiami gabinetu. Nie wiem czy jest coś bardziej wkurwiającego niż ten ich ton, którym się do nas zwracają. Spokojniutki, jak ton pani przedszkolanki do dzieci, które nic nie rozumieją.

   Co wieczór pielęgniarka przechodzi wśród pacjentów, dotyka włosów i mówi, czy trzeba umyć, czy nie. Może w niektórych przypadkach jest to uzasadnione ale dla człowieka, który sam o siebie dba to po prostu upokorzenie.  Trzeba również uważać na jedzenie. Raz nie zjadłam jakiejś wyjątkowo obrzydliwej kolacji więc zanotowano, że odmawiam jedzenia. Obiady są jak to w szpitalu ale śniadania i kolacje przerosły moje oczekiwania. Składają się zazwyczaj z dwóch kromek chleba i zimnej, jasnej, niezidentyfikowanej brei. Wydaje mi się, że to rodzaj jajecznicy rozrobionej z czymś.

   Nigdy nie spotkałam tak oschłego psychologa jak tutaj. Nie mówię o wzbudzaniu zaufania ale o samym zwracaniu się do Przypadku. Pewnego dnia dała mi i dwóm panom testy do rozwiązywania, miliony testów. Wskazywałam sobie coś długopisem , pani psycholog odezwała się
-nie dotyka! Potem ślady mi zostają na obrazkach. Nie dotyka.

   Jest tu taki napis na tablicy ogłoszeń " Człowiek przede wszystkim- to takie proste". Moje pierwsze skojarzenie to "Arbeit macht frei", podobny poziom szyderstwa. Przypomina mi się jak tu wygląda zmiana pampersa. Nikt nie dba o odrobinę szacunku do człowieka w takim momencie (mimo , że regulamin to przewiduje), odbywa się to na sali przy wszystkich pacjentach a że tu się do cholery nic nie dzieje więc zlatuje się sporo wariatów żeby popatrzeć co tam zrobiłeś.
Czasem jak ktoś jest wyjątkowo niegrzeczny to stosuje się specyficzny system kar. Zakłada się pampersa zupełnie zdrowej osobie, która mogłaby iść do toalety i przypina się pasami do łóżka. Nie dość, że leżysz w pasach to jeszcze lejesz pod siebie. Muszę przyznać, że działa- jak ktoś raz to przeżył będzie grzeczny.
   Człowiek może się tu spotkać z dwoma określeniami ze strony personelu " grzeczny" i "niegrzeczny". Nie ważne jaki masz stopień choroby czy upośledzenia, czy masz 20 czy 50 lat. Pielęgniarka będzie wysyłać właśnie takie komunikaty " proszę się nie zachowywać niegrzecznie" tym swoim pieprzonym, spokojniusim tonem.

czwartek, 26 maja 2011

   Po kilku dniach obserwowania bezsensownego cierpienia, upokarzania ludzi człowiek dziwnie tępieje. Siedzi się 24 godziny na dobę w tym gównie, nie ma nawet namiastki samotności czy prywatności. Nie ma możliwości do okazania swojego sprzeciwu, do  wyrażenia swojego zdania (tzn można je wyrazić ale będzie potraktowane jak paplanie Bożenki), do pomocy wszystkim. Czuję jakby to miejsce mnie przepaliło na wylot. Język jest taki bezradny w przekazaniu tego.
 
   Mówię sobie- Miłość jest. Jest, istnieje. Przyjaźń jest. Bezinteresowność jest. Istnieje.
Mówię sobie- w tej pani, która się ślini, podbiera moje jedzenie jest godność, jest obraz boży.
Fajnie jest sobie teoretyzować o wartościach i człowieczeństwie kiedy podstawowe potrzeby są zaspokojone i nie obcuje się z takim cierpieniem. Wtedy można z lekkością mówić, że cierpienie uszlachetnia. Codziennie podcieram się sloganami, którymi karmią z zewnątrz na temat tego jaki to wszystko ma sens.