Po kilku dniach obserwowania bezsensownego cierpienia, upokarzania ludzi człowiek dziwnie tępieje. Siedzi się 24 godziny na dobę w tym gównie, nie ma nawet namiastki samotności czy prywatności. Nie ma możliwości do okazania swojego sprzeciwu, do wyrażenia swojego zdania (tzn można je wyrazić ale będzie potraktowane jak paplanie Bożenki), do pomocy wszystkim. Czuję jakby to miejsce mnie przepaliło na wylot. Język jest taki bezradny w przekazaniu tego.
Mówię sobie- Miłość jest. Jest, istnieje. Przyjaźń jest. Bezinteresowność jest. Istnieje.
Mówię sobie- w tej pani, która się ślini, podbiera moje jedzenie jest godność, jest obraz boży.
Fajnie jest sobie teoretyzować o wartościach i człowieczeństwie kiedy podstawowe potrzeby są zaspokojone i nie obcuje się z takim cierpieniem. Wtedy można z lekkością mówić, że cierpienie uszlachetnia. Codziennie podcieram się sloganami, którymi karmią z zewnątrz na temat tego jaki to wszystko ma sens.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz