Wyobraźmy sobie, że w tym miejscu pada hasło "sanepid".
Dawno nie czułam takiego wewnętrznego chichotu jak patrząc na pielęgniarki i sanitariuszy biegających i tuszujących tutejsze przegięcia. Nagle nastąpiło rozsuwanie łóżek (na mojej sali jest tak ciasno, że łóżka są ze sobą zetknięte bocznymi krawędziami i tworzą jakby małżeńskie łoża). Nagle pojawił się papier w toaletach. Niespodziewanie zainteresowano się tym, czy pacjenci mają zmienione pampersy, czy nikt nie śpi w zasranej piżamie ( oj przecież nie będą zmieniać codziennie, zesrał się to ma). Do skromnej stołówki dostawiono stoły i krzesła ( wcześniej było ich tak mało , że część osób jadła przy parapecie). Może dam inspektorom sanepidu do poczytania mojego bloga?
To ciekawa zamiana ról, pacjenci spokojni i uśmiechnięci ( a nawet złośliwie uśmiechnięci), personel w panice. Mam ochotę powiedzieć im kojącym głosem, żeby się uspokoili bo to przecież dla naszego dobra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz