Dziś robili mi EKG. Za wątłą zasłonką siedziało dwóch wariatów ( jeden przywieziony prosto z wojska), czekałam tylko kiedy ją odsłonią. Miałam na sobie te wszystkie przyssawki i klamerki i utkwiłam wzrok w naprzeciwległej ścianie. Wisiała tam "Czwórka" Kossaka. Adorowałam ją jak ikonę tego co zostawiłam za drzwiami psychiatryka.
Podjęłam próbę rozmowy z pielęgniarką o niewiarygodnie natapirowanych blond włosach
-o, widzę, że macie tu "Czwórkę" Kossaka.
-co?
-no "Czwórka" Kossaka-wskazuję palcem
-a, konie.
Zrobiłam bukiet kwiatów z bibuły. Jedna dziewczyna ma tu urodziny więc zrobiłam go z myślą o niej. Wstawiłam je do jakiegoś kubka po jogurcie. Nie zdążyłam zareagować, Anetka podlała moje bibułowe kwiaty. Wystarczająco obficie żeby została z nich ciapka.
Trochę się śmiałam a trochę chciało mi się płakać. Tak bardzo tu się tęskni za realnym życiem, prawdziwymi kwiatami, które trzeba podlać, dywanem, który trzeba odkurzyć.
Anetka w ogóle jest tak radosna. Wczoraj przesadziła dziadka z jego wózka inwalidzkiego (dziadek bez nogi) na chybotliwe krzesełko a sama zaczęła jeździć jego wózkiem. Kiedy ona jeździ na wózku ja siedzę z mamą przy okrągłym stoliku, mam widzenie. Obok siedzą panowie i graja w karty. Popsuł się telewizor i go wyłączyli. W związku z tym zaczęły do nas docierać krzyki z Obserwacji
-mamo! mamo! ratuj mnie! mamusiu! - ktoś krzyczy tak przeraźliwie, że serce może się rozpaść na kawałki.
Panowie odrywają się na chwilę od kart, pada kilka rzeczowych uwag na temat tego, że to jakiś świeżak po czym wracają do gry. My z mamą płaczemy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz