niedziela, 5 czerwca 2011

  Wypuścili mnie kilka dni temu, dość nieoczekiwanie- z dnia na dzień. Zazwyczaj ludzie czekają na termin i przez cały tydzień się cieszą odliczając każdy posiłek i spacerniak do wyjścia.

   Kiedy się wychodzi, to dostaje się gratulacje od innych pacjentów. Oni wiedzą, że czasem trzeba sobie dobrze zasłużyć na wyjście. Tylu pocałunków w rękę nie nazbierałam chyba przez całe swoje życie. I wspólnych planów, że kiedyś pójdziemy polować na dziki ( Paweł schizofrenik), że razem pojedziemy gdzieś na wycieczkę ( Anetka), że zamówimy sobie pizzę i zjemy vis a vis szpitala na złość całemu personelowi ( wszyscy). Długo nie mogłam się pożegnać z moimi wspólnikami losu. Jasne, chciałam jednocześnie jak najszybciej stamtąd uciec, zatrzasnąć drzwi i biec przed siebie.
Kiedy się wychodzi to wszystko co można zostawia się innym. Kubek, trochę kawy, długopis, łyżka- to wszystko ma inną wartość niż w świecie na zewnątrz.

   Teraz wcale nie jest mi cudownie. Ciesze się wolnością ale muszę przypomnieć sobie jak to jest czegoś chcieć. Funkcjonuję jakby czekając aż ktoś przyjdzie i powie "Pani Klimek, proszę iść się umyć. Włosków można dziś nie myć."

3 komentarze:

  1. To straszne to co pisałaś. Tam ludzi traktuje się jak jakieś gówna. Współczuję Ci i to bardzo, ale najważniejsze, że już wyszłaś.

    Może jeszcze coś kiedyś napiszesz ? Fajnie się czyta.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. mam jeszcze dwa blogi i czasem tam coś wrzucam.

    OdpowiedzUsuń