poniedziałek, 23 maja 2011

   Nie jest to dziennik z psychiatryka, nie jest to skarga, raport czy krzyk oburzenia. To zbiór rozrzuconych scenek, luźnych fragmentów, swoistych smaczków z tej "drugiej strony". Piszę bo pozwolili ( o łasko!), bo chcę i nie mam co robić. Piszę dla uzyskania dystansu bo dystans to jedyne, co może zdrowego człowieka-jak względne jest to pojęcie widzę dopiero tutaj- utrzymać przy życiu.

  Pierwsze co jest uderzające gdy tu wchodzisz to świry zlatujące się jak sępy do nowo przybyłego i pytające czy masz fajki. To pytanie słyszy się tu najczęściej. Masz zapalić? Da pani, da. Da końcówkę chociaż popalić. Da pani papierosa. Te zdania wypowiadane są w przyspieszonym tempie tak, że nie mają już znaczenia tylko brzmienie. Ich brzęczenie staje się z czasem kompletnie obojętne.

   Najpierw trafia się na "obserwację". Nie może tam nikt wejść spoza pacjentów i wcale się nie dziwię. Nad drzwiami powinien być napis jak nad dantejskim piekłem. Tego miejsca nie odda żaden film ani żadna książka. Nie ma co się oburzać, że ludzie z zewnątrz tego nie zrozumieją, to naturalne. Dopóki się tego nie doświadczy można mieć tylko mgliste pojęcie o tym miejscu nawet znając fakty. Nikt tu nikogo nie obserwuje poza pacjentami gapiącymi się na siebie wzajemnie

   Sanitariusz pokazał mi moje łóżko. Oprócz mnie w sali były trzy starsze panie, pani Ela, która napiła się kwasu solnego ( miała wyżarte całe usta) i Aneta, dziewczyna 20 letnia. Miała ładne, niebieskie oczy, chodziła w przykrótkiej opiętej bluzce i było w jej zachowaniu coś lubieżnego. No może poza śliną cieknąca z kącików ust. Anetka jest komunikatywna, spodobały się jej moje kapcie. Zaprasza mnie do ich palarni. Tam poznaję 30 letniego mężczyznę, nie pamiętam jego imienia. Ma duże oczy i przenikliwe spojrzenie. Wygląda zaskakująco normalnie, ma radiowy głos, ciepły i niski. Siedli razem z Anetką ustępując mi muszli klozetowej jako siedziska. Patrzą na moje łydki.
- Patrz. Nogi ma ogolone.-wyraża uznanie mężczyzna.
-Czemu tu jesteś?-zmieniam niebezpieczny temat moich łydek, jeszcze nie dość obeznana z nowymi zasadami koegzystencji damsko męskiej
- Mam schizofrenię. Paranoidalną. A Ty co masz?
-Depresja.
-To nieuleczalne-odpowiedział rzeczowym tonem , z uśmiechem.. Pokazał gest symbolizujący minetę- Rozbierz się to Cię wyliżę.
Pomijam to milczeniem.
-Jesteś lesbijką?
-Nie, nie jestem...
-A to szkoda. Uwielbiam lesbijki. Mógłbym je lizać całą wieczność.
Wyjmuje papierosa. Częstuje mnie całym papierosem. To nieporównywalne z niczym wyróżnienie. To najlepsza waluta tutaj. Jestem wzruszona tym gestem. Palę spokojnie, Anetka patrzy na mnie jak wilk na jagnię.Chcę jej dać połowę, wyciągam rękę ale schizofrenik wyrywa mi fajkę i pali.
-Daj mi trochę no- jęczy Anetka
-Dam dam, jeszcze dużo jest.-patrzę na fajkę, tam już prawie sam filtr. Schizol daje jej w końcu tego kiepa. Anetka pali łapczywie, małymi buchami aż iskry lecą. Definitywnie pali już filtr. W końcu spluwa i depcze resztkę. Wszędzie jest syf. Lepie się nie rozglądać.
- Co wy tu robicie cały dzień?- pytam - Jak w ogóle tu wytrzymujecie?
-PALIMY!-odpowiadają zgodnie.
Są uśmiechnięci, sprawiają wrażenie szczęśliwych i spokojnych.
- A ile tu jesteście?
-Sześć tygodni.
-dwa miesiące już lecą.
Kyrie Elejson, jak tu można tyle przeżyć?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz